Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocky balboa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocky balboa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

"Creed" czyli "Ku pokrzepieniu serc"

Jeśli macie ochotę na odstresowanie, wyluzowanie i spędzenie przyjemnego wieczoru, seans najnowszej produkcji z uniwersum "Rocky'ego" będzie strzałem w dziesiątkę! "Creed" to zrealizowany po bożemu dramat sportowy, który angażuje widza przede wszystkim niesamowitą chemią wypełniającą przestrzeń między dwójką głównych bohaterów. Młodemu Michaelowi B. Jordanowi wcielającemu się w postać czarnoskórego boksera u progu wielkiej kariery udaje się uniknąć  pretensjalności - jest autentyczny, a jego postawa wzbudza u widza respekt i szczery podziw. Sylvester Stallone jako Rocky doskonale sprawdza się w roli podstarzałego mentora - bujając się od niechcenia po ekranie wypełnia kadry ciepłem i prostolinijnością. I choć niekiedy to całe zramolenie i zdziadzienie wydają się troszkę podkoloryzowane, a wypowiadane przez niego zdania brzmią jak cytaty żywcem zerżnięte z Paolo Coehlo, to nie sposób mu nie kibicować i nie wzruszyć się tą kreacją. Na bardzo pozytywny odbiór całości wpływ mają też z pewnością piękne, chwilami wręcz pocztówkowe zdjęcia, energetyczny montaż (charakterystyczne dla bokserskich filmów sceny treningów wypadają naprawdę fenomenalnie!) i klawa, murzyńska muzyczka wspaniale ilustrująca klimat deszczowej Philly (z Hail Mary 2paca na czele!). Wisienką na torcie jest bez wątpienia finałowa scena walki!!! Seans mija szybko i bez nudy, a historia choć prosta, okazuje się wciągająca i przede wszystkim motywująca - dla mnie to najbardziej udana część tej serii.